Freerolls
| Nazwa | Data |
|---|---|
| $50 Beginner Freeroll | jutro 00:20 |
| Paradise €100 Freeroll | jutro 05:00 |
| $50 Freeroll | jutro 09:30 |
| 50$ Beginners Freeroll | jutro 12:00 |
| $50 Beginner Freeroll | jutro 13:00 |
Nasi partnerzy
Ostatnie analizy
Ostatnie artykuły
Ostatnie bukmacherskie
Ostatnie sportowe
Finał NBA: kolejny dreszczowiec, drużyna Gortata powraca do gry
/2009-06-10/
Koszykarze Orlando Magic wykorzystali atut własnego parkietu i pokonali Los Angeles Lakers 108:104. Trzecie spotkanie wielkiego finału znowu dostarczyło wielu emocji, a losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich sekund. Po trzech spotkaniach na prowadzeniu są zawodnicy Los Angeles Lakers (2:1). Finałowa rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw.
"Magicy" przystępując do meczu wiedzieli, że to ostatni moment, aby nawiązać walkę z rywalami w finale. I na początku spotkania widać było, że presja paraliżuje poczynania gospodarzy. Drużyna Marcina Gortata miała duże problemy z przechodzeniem z obrony do ataku i skutecznym finalizowaniem akcji. Goście ciężar zdobywania punktów zrzucili na barki K. Bryanta. Gwiazdor z Los Angeles z zadania wywiązywał się znakomicie: kilka efektownych akcji i 17 punktów w pierwszej kwarcie musiało zrobić wrażenie. Mimo, że Dwight Howard nie radził sobie najlepiej pod koszem, trener Orlando Magic nie zdecydował się na wprowadzenie Marcina Gortata na parkiet i Polak, po raz pierwszy w finałowej rywalizacji całą pierwszą kwartę spędził na ławce rezerwowych, goście prowadzili 31:27.
W drugiej części obraz meczu uległ niemal całkowitej zmianie. "Magicy" nie silili się na indywidualne popisy i postawili na grę zespołową. Wspólne akcje Hedo Turkoglu z Rashardem Lewisem, a także skuteczność Rafera Alstona sprawiły, że gospodarze odrobili straty. Wreszcie przebudził się Dwight Howard. U gości z kolei osamotniony Kobe Bryant przeżywał ciężkie chwile - najlepszy gracz "Jeziorowców" w drugiej kwarcie zdobył zaledwie cztery punkty, co przy mizernym dorobku reszty jego kolegów sprawiło, że do przerwy Orlando prowadziło w stosunku 59:54. Marcin Gortat zaliczył dwie minuty na parkiecie w drugiej kwarcie. Nasz reprezentant w tym czasie nie zdobył punktów, a na swym koncie zaliczył jedynie faul.
"Magicy" przystępując do meczu wiedzieli, że to ostatni moment, aby nawiązać walkę z rywalami w finale. I na początku spotkania widać było, że presja paraliżuje poczynania gospodarzy. Drużyna Marcina Gortata miała duże problemy z przechodzeniem z obrony do ataku i skutecznym finalizowaniem akcji. Goście ciężar zdobywania punktów zrzucili na barki K. Bryanta. Gwiazdor z Los Angeles z zadania wywiązywał się znakomicie: kilka efektownych akcji i 17 punktów w pierwszej kwarcie musiało zrobić wrażenie. Mimo, że Dwight Howard nie radził sobie najlepiej pod koszem, trener Orlando Magic nie zdecydował się na wprowadzenie Marcina Gortata na parkiet i Polak, po raz pierwszy w finałowej rywalizacji całą pierwszą kwartę spędził na ławce rezerwowych, goście prowadzili 31:27.
W drugiej części obraz meczu uległ niemal całkowitej zmianie. "Magicy" nie silili się na indywidualne popisy i postawili na grę zespołową. Wspólne akcje Hedo Turkoglu z Rashardem Lewisem, a także skuteczność Rafera Alstona sprawiły, że gospodarze odrobili straty. Wreszcie przebudził się Dwight Howard. U gości z kolei osamotniony Kobe Bryant przeżywał ciężkie chwile - najlepszy gracz "Jeziorowców" w drugiej kwarcie zdobył zaledwie cztery punkty, co przy mizernym dorobku reszty jego kolegów sprawiło, że do przerwy Orlando prowadziło w stosunku 59:54. Marcin Gortat zaliczył dwie minuty na parkiecie w drugiej kwarcie. Nasz reprezentant w tym czasie nie zdobył punktów, a na swym koncie zaliczył jedynie faul.
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać swój komentarz

Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy